Jeden z szynobusów kursujących po Podlasiu znowu się popsuł. Latem usterce uległ ten jeżdżący do Suwałk, teraz zepsuty jest ten, który woził ludzi do Czeremchy.
Znowu popsuł się jeden z szynobusów kursujących po Podlasiu. Latem trzeba było na dłuższy czas wyłączyć z ruchu jeżdżący do Suwałk, teraz awarię ma wożący pasażerów do Czeremchy.
Niedzielne popołudnie, na białostockim dworcu kolejowym podróżni czekają na szynobus do Czeremchy. Kilka minut przed podróżą z megafonów słyszą informację, że kurs o godz. 14.15 odwołano. Podróżni zaczynają się denerwować, padają ostre słowa pod adresem kolei, która oczekującym na szynobus nie zorganizowała transportu zastępczego.
- Nie wiedziałem, co robić. Biec na dworzec PKS i łapać jakiś autobus, który by jechał w stronę Czeremchy, czy też zostać na dworcu i czekać na pociąg. Byłem wściekły, że kolej nie podstawiła zastępczego pociągu lub autobusu - poskarżył się nam wczoraj pan Wiesław Kozłowski.
Dlaczego szynobusu nie podstawiono na tory?
- Bo uległ awarii - wyjaśnia krótko Elżbieta Załuska, dyrektorka Podlaskich Przewozów Regionalnych PKP.
Nie pierwszy raz w naszym regionie maszyny, które miały być niezawodne, psują się. W wakacje przez kilka tygodni nie kursował szynobus z Białegostoku do Suwałk. Kiedy wówczas zapytaliśmy bydgoską firmę PESA, która szynobusy produkuje, dlaczego się psują, usłyszeliśmy, że usterek nie da się uniknąć, bo maszyny to prototypy.
Jak długo trzeba będzie czekać, aż szynobus do Czeremchy będzie sprawny?
- Przyjechał już mechanik z bydgoskiej firmy, obecnie zapoznaje się z awarią. Mam nadzieję, że lada dzień będzie naprawiony - odpowiada dyrektorka podlaskiej kolei. - Na razie zamiast szynobusu kursuje autobus.
Dlaczego takiego autobusu nie podstawiono pasażerom w niedzielę? Zdaniem Załuskiej, nie miało to sensu.
- Autobus z Białegostoku wyruszyłby z opóźnieniem, do Czeremchy dojechałby prawie równolegle z kolejnym pociągiem. Jedyne, co mogę zrobić, to przeprosić pasażerów za utrudnienia.
