"Żółw chciał pojechać koleją, Lecz koleje nie tanieją. Żółwiowi szkoda pieniędzy: Pójdę pieszo, będę prędzej". Ten wierszyk Brzechwy jak ulał pasuje do łódzkiej kolei. Drogo, długo i bez sensu - po analizie rozkładów jazdy tak można krótko opisać to, co PKP zaproponowało w tym roku mieszkańcom naszego miasta na wakacje.
Jeśli komuś się nie spieszy i lubi zwiedzać okolice Łodzi, powinien skorzystać z pospiesznego do Kołobrzegu. Skład ten odchodzi o godzinie 19.34 z Łodzi Kaliskiej, by po dwóch i pół godzinie znaleźć się w... Kutnie. Swoje zawrotne tempo zawdzięcza pomysłowi PKP, żeby skierować go drogą okrężną przez Łowicz. Jedzie tam, zahaczając o Stryków i Głowno, po rozsypujących się ze starości torach, dzięki czemu rozpędza się do 20 kilometrów na godzinę! Po drodze nie zatrzymuje się, więc argument o konieczności zabrania pasażerów ze stacji odpada. Po co więc jedzie wolniejszą trasą? Próbowaliśmy tę zagadkę rozwikłać w łódzkim Zakładzie Przewozów Regionalnych.
- Właściwie nie wiem - mówi z rozbrajającą szczerością Iwona Jędrzychowska, naczelnik działu marketingu. - Trasy pociągów dalekobieżnych układa centrala w Warszawie. Widocznie uznali, że na linii do Kutna panuje zbyt duży ruch i skierowali ten pociąg drogą okrężną.
Ale to nie koniec krajoznawczych przygód, jakie kolej zgotowała łodzianom jadącym w kierunku Kołobrzegu. Zamiast zmierzać prosto do celu, nocny włóczęga spod znaku PKP nagle skręca w Toruniu na północ i ląduje w... Iławie. Tu planowo stoi równe 30 minut w oczekiwaniu na pociąg z Warszawy, do którego jest dołączany. Jeśli tamten się spóźni, łódzki skład będzie stał w Iławie jeszcze dłużej. W efekcie zgodnie z rozkładem jazdy dociera do Kołobrzegu o godzinie 8.03, czyli po bez mała 13 godzinach! Rekord świata? Dla PKP z pewnością nie. Ale istotnie, spore osiągnięcie zważywszy, że taki sam nocny pociąg pospieszny z Krakowa do Kołobrzegu pokonuje o 300 kilometrów dłuższą trasę w krótszym czasie.
Z rowerem nie jesteś pasażerem
Kolej zachęca do podróżowania z rowerami. Na oficjalnej stronie internetowej PKP chwali się, ileż to specjalnych wagonów rowerowych dołącza do wakacyjnych pociągów. Może i tak jest, ale nie w Łodzi! Stąd z jednośladem lepiej nie wyruszać, bo można mieć tylko kłopot. Wagonów rowerowych nie ma ani w pociągu do Kołobrzegu, ani do Helu, Świnoujścia i Zakopanego. Są jedynie w składach do Jeleniej Góry i Kudowy Zdroju, ale to tylko dlatego, że jadą z Warszawy.
- Wstyd powiedzieć, ale w Łodzi mamy tylko jeden taki wagon - przyznaje Zbigniew Jadwicki, naczelnik działu wagonów. - Dołączamy go do pociągów w różnych kierunkach, na specjalne zamówienie większych grup. Na co dzień jednoślady trzeba przewozić w przedsionkach, co może być kłopotliwe, zwłaszcza gdy pasażerów z rowerami jest więcej.
Ale nie tym martwią się szefowie łódzkiego PKP. Wagonów w ogóle brakuje. Żeby zestawić sezonowe pociągi, trzeba było odłączać je od składów do Warszawy! Dlatego od wtorku pociągi do stolicy są znacznie krótsze. Z powodu dramatycznego braku taboru na trasę pociągu pospiesznego do Warszawy skierowano podmiejskie jednostki elektryczne.
Łódź zawsze na uboczu
Jesteśmy jedynym dużym miastem w Polsce, do którego nie dociera ani jeden pociąg międzynarodowy, intercity czy choćby ekspres. Takie połączenia mają np. Białystok, Przemyśl czy Zielona Góra. Z naszych dworców takie pociągi nie kursują i... może to i dobrze. Wyjazd z Łodzi we wszystkich kierunkach odbywa się w żółwim tempie. Tory sypią się na trasie do Zduńskiej Woli oraz w stronę Kutna i Koluszek. W kierunku Łowicza już się w zasadzie rozsypały. Co kawałek są ograniczenia do 30 lub 40 kilometrów na godzinę, bo szybsza jazda mogłaby skończyć się wykolejeniem. Remont rozpoczęto jedynie na linii do Warszawy, ale ma on potrwać jeszcze trzy lata, a po zakończeniu pociągi będą pokonywać odległość 133 km w 65 minut, czyli dokładnie w takim samym czasie jak w... 1938 roku!
- Od wielu lat nie inwestowano w infrastrukturę kolejową w okolicach Łodzi - tłumaczy Marek Faber, dyrektor łódzkiego zakładu Polskich Linii Kolejowych. - To ma się zmienić. Przed Euro 2012 chcemy zmodernizować trasę do Kutna, dobudowując tam drugi tor, wymienione zostaną także szyny na trakcie do Łowicza, przez co pojawi się alternatywna droga do Warszawy. Przebudowany ma być także węzeł łódzki wraz z dworcem Fabrycznym.
Nikt nie wie, dlaczego nie zmodernizowano linii do Łowicza przed rozpoczęciem przebudowy trasy do Warszawy. Gdyby tak się stało, nie byłoby dziś problemów, zastępczych autobusów do Łowicza, nerwów i ponadtrzygodzinnych podróży do stolicy.
