Jest pierwszy od lat konkret w sprawie tunelu, który ma połączyć dwa największe w Łodzi dworce kolejowe. Spółka PKP -Polskie Linie Kolejowe rozpisała właśnie przetarg na opracowanie studium wykonalności modernizacji odcinka Widzew - Łódź Fabryczna, łącznie z budową podziemnej stacji wraz z osławionym już tunelem.
Kiedy przejadą nim pierwsze pociągi? Krytykowany ostatnio minister infrastruktury Cezary Grabarczyk stwierdził, że tunel ma strategiczne znaczenie dla tzw. high speed, czyli kolei dużych prędkości, przekraczających ponad 200 km/godz., które połączą Warszawę przez Łódź z Poznaniem i Wrocławiem. Dlatego minister uznał, że realny termin to... 2012 rok, z tym że chodzi na razie o sam tunel. Którędy pobiegnie? Jaka jest wartość inwestycji? Jak będzie długi i głęboki? Krzysztof Łańcucki z PKP PLK nabiera na razie wody w usta, twierdząc, że szczegóły i szacunki pokaże to samo studium. Przetarg niebawem ma się rozstrzygnąć, a zwycięzcy rozwiązanie przedstawią najpóźniej po 11 miesiącach.
Przed czterema laty władzom Łodzi koncepcję tunelu pokazała niemiecka spółka Dornier Consulting. Według jej koncepcji, tunel miałby liczyć około 4,5 km długości i biec pod ul. Traugutta, 6 Sierpnia, pod stadionem Orła, a na powierzchnię pociąg wyjeżdżałby w okolicach al. Włókniarzy, tuż przed dworcem Łódź Kaliska.
- To była tylko bardzo cenna inspiracja, która przekonała nas do tego, że warto taki tunel wybudować - mówi Wojciech Michalski, dyrektor wydziału strategii i analiz łódzkiego magistratu. - Dziś wiemy, że jego budowa to rzecz jak najbardziej realna i nie tak droga, jak wówczas zakładano.
Bo według nieco świeższych koncepcji, dwie nitki tunelu pójdą raczej pod ulicami Narutowicza i Zieloną, a na powierzchnię wydostaną się prawdopodobnie już za dworcem Łódź Kaliska. Wiadomo również, że tunel nie będzie budowany metodą odkrywkową jak warszawskie metro, tylko fedrowany pod ziemią. Nowy dworzec Łódź Fabryczna ma się znajdować 14 metrów pod ziemią i prawdpodobnie na tej głębokości wydrążony będzie tunel. Najgłębsze łódzkie fundamenty w Śródmieściu sięgają 4-5 metrów, ale to ma mniejsze znaczenie, bo tunel pójdzie pod ulicami. Według dyrektora Michalskiego odkrywka nie wchodzi w grę, bo centrum zostałoby sparaliżowane wykopami, a wielu łodzian przez długie tygodnie miałoby odcięte wejścia do własnych domów.
Dornier Consulting wycenił inwestycję na około 600 mln zł. Jak to wygląda dziś? Oficjalnie nikt nie chce o tym wspominać, tłumacząc, że ogrom inwestycji pokaże studium wykonalności. Nieoficjalnie udało się nam ustalić, że koszt może być nawet niższy, niż zakładał Dornier, choć w grę wchodzi droższa metoda budowy. Według fachowców, inwestycja może być warta 8-10 proc. tego, ile pochłonie modernizacja linii Warszawa - Łódź. Jeśli przyjąć, że modernizacja odcinka między stolicą a Łodzią pochłonie 2 mld zł, to za tunel wyjdzie najwyżej 200 mln zł.
Bajka o kolei
Podziemny tunel, łączący stacje Łódź Kaliską i Łódź Fabryczną, oraz szybka kolej, jadąca z prędkością ponad 200 km na godzinę, to perspektywa na miarę XXI wieku. To zapowiedź, że do Łodzi wkroczy nowoczesność i przestaniemy wstydzić się przed przyjezdnymi. Nic, tylko się cieszyć, że spółka PKP ogłosiła już przetarg na projekt tunelu i podziemnej stacji.
Jest jednak drobne "ale". Oczywiście, trzeba mieć takie plany, ale warto też udowadniać, że niezależnie od wielkich inwestycji, które zrealizuje się po latach, poprawia się, krok po kroku, to co już jest.
Tymczasem polska rzeczywistość kolejowa jest coraz bardziej przygnębiająca i nie widać, by ktoś chciał ją zmienić na lepsze. Każdy rok z życia PKP to dowód, że czas na kolei nie idzie naprzód, ale wstecz. Łodzianie, dojeżdżający z Łodzi do pracy w stolicy, przypominają uczestników obozu przetrwania. Złoszczą się też podróżni na krótszych dystansach. Z Łęczycy do Łodzi pociągiem pośpiesznym jedzie się piętnaście minut dłużej niż osobowym. Dobrze, jeżeli uda nam się otworzyć drzwi i wysiąść na właściwej stacji. Jeszcze kilka lat temu z Łodzi do Sopotu jechało się pośpiesznym pociągiem niewiele ponad pięć godzin, dziś prawie siedem, ale PKP upiera się nazywać taki pociąg pośpiesznym.
Dlatego tak chętnie słuchamy opowieści o nowoczesnej kolei, nawet jeśli przypominają bajki. Oby nie była to kolejna bajka.
