Członkowie zarządów województw z całej Polski debatowali wczoraj w Toruniu o usamorządowieniu spółki PKP Przewozy Regionalne. To pomysł rządu, ale samorządowcy są sceptyczni.
Samorządy nie wiedzą, co mogą zyskać dzięki przejęciu kolejowego molocha. - Sama naprawa taboru to koszt 1,5 mld zł. Poza tym spółka ma i tak stracić najatrakcyjniejsze połączenia - mówi Tomasz Moraczewski, dyrektor departamentu infrastruktury kujawsko-pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. - Chcemy oddłużenia kolei, ale do pomysłu usamorządowienia podchodzimy z rezerwą.
W Polsce jedyną spółką samorządową, która obsługuje połączenia kolejowe, są Koleje Mazowieckie. - Przemalowaliśmy kasy i pociągi, przeprowadziliśmy modernizację 30 maszyn, konduktorzy dostali nowe mundury. To z pewnością wpływa pozytywnie na jakość podróży - mówi Tadeusz Bartosiński, wicedyrektor departamentu nieruchomości i infrastruktury w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego. - Prowadzenie własnej spółki to jednak spore koszty. Poza tym nie przekonuje nas pomysł usamorządowienia PKP Przewozów Regionalnych w wersji zaproponowanej przez rząd, która nie uwzględnia rozbieżności między granicami województw a węzłami kolejowymi, obawiamy się też sprzeczności prawa polskiego i europejskiego.
Wnioski z dyskusji zostaną przedstawione 16 kwietnia na Konwencie Marszałków Województw w Szczecinie. W Toruniu nie poruszono sprawy przejęcia przez samorządy dworców kolejowych. - To ważna kwestia, jednak ciężko negocjuje się z PKP - mówi Wojciech Zdanowski, dyrektor wydziału transportu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego.
